— Bardzo — rzekł Holmes.

— Trzymał w ręku tę samą grubą laskę, którą, jak mówiła matka, wziął ze sobą, gdy wybiegł ścigać Drebbera. To sękaty dębowy kij.

— Jakie jest zatem pańskie mniemanie?

— Otóż moim zdaniem ścigał on Drebbera aż do Brixton Road. Tam zaszła między nimi nowa awantura, porucznik kropnął Drebbera laską w sam dołek, co spowodowało jego śmierć, nie zostawiając najmniejszego śladu. Deszcz był tak ulewny, że na ulicy panowała zupełna pustka i Charpentier mógł niepostrzeżenie zawlec zwłoki swojej ofiary do pustego domu. Co się tyczy świecy, krwi, wyrazu napisanego na ścianie i obrączki, uważam, że to wszystko wybiegi, żeby zmylić ślad i wprowadzić w błąd policję.

— Sprawił się pan doskonale, panie Gregson — rzekł Holmes zachęcającym tonem. — Doprawdy, myślę, że będziemy jeszcze mieli z pana pociechę.

— Pochlebiam sobie, rzeczywiście, że nieźle poprowadziłem sprawę — odparł detektyw z dumą. — Porucznik zeznał niezwłocznie, że śledził Drebbera przez pewien czas, ale ten go dostrzegł i wsiadł do dorożki, aby mu się wymknąć. Wracając do domu, porucznik Charpentier spotkał dawnego kolegę i odbył z nim długą przechadzkę. Zapytano, gdzie mieszka ten kolega, nie był w stanie dać zadowalającej odpowiedzi. Myślę, że wszystkie te zajścia mają ze sobą niezaprzeczony związek. Bawi mnie tylko ten Lestrade, który się puścił fałszywym śladem. Obawiam się, że niewiele się dowie. Ale co to? Toż to on sam we własnej osobie.

Istotnie w tejże chwili wszedł do pokoju Lestrade, pozbawiony jednak tej pewności siebie i stanowczości, jakie zwykle cechowały jego zachowanie. Twarz miał zmienioną, strwożoną, odzienie nieoczyszczone, zaniedbane. Przyszedł widocznie z zamiarem zasięgnięcia rady Sherlocka Holmesa, gdyż spostrzegłszy kolegę, zmieszał się i nachmurzył. Stał na środku pokoju, obracając nerwowym ruchem kapelusz i nie wiedząc, co począć.

— Wypadek rzeczywiście niesłychany — rzekł wreszcie. — Sprawa zupełnie niezrozumiała.

— Ach! Tak pan uważa, panie Lestrade? — zawołał Gregson triumfująco. — Byłem pewien, że dojdzie pan do tego wniosku. Czy odszukał pan wreszcie sekretarza, tego Josepha Stangersona?

— Tego sekretarza, pana Josepha Stangersona — odparł Lestrade poważnie — zamordowano dzisiaj około szóstej rano w hotelu Halliday.