— Jest śmiałego serca — stwierdził głos. — Czy potrafisz znieść ból?
— Nie gorzej od innych.
— Poddajcie go próbie.
Z wielkim trudem powstrzymał się od krzyku, gdy przedramię przeszył mu straszliwy ból. O mało nie zemdlał, ale zagryzł wargi i zacisnął dłonie, żeby nie się zdradzić, jak cierpi.
— To głupstwo — rzekł. — Zniosę więcej.
Tym razem rozległy się gromkie brawa. Nikt lepiej nie przeszedł prób wstąpienia do loży. Klepano go po plecach, zerwano mu kaptur z głowy. Stał, mrugając oczyma i przyjmując z uśmiechem życzenia braci.
— Jeszcze tylko słowo, bracie McMurdo — rzekł McGinty. — Złożyłeś już przysięgę wierności i milczenia i wiesz, że karą za jej złamanie jest szybka i nieuchronna śmierć?
— Wiem — odparł McMurdo.
— I poddajesz się wszelkim rozkazom mistrza?
— Tak.