— Jak to? Myślałem, że mówią o tym w całej okolicy. Niedługo usłyszysz. Co cię tu sprowadza?
— Słyszałem, że nie brak tu roboty.
— Należysz do Związku?
— Jasne.
— No to dostaniesz jakąś robotę. Masz tu przyjaciół?
— Jeszcze nie, ale łatwo ich zdobędę.
— Jak to?
— Jestem członkiem Prześwietnego Zakonu Wolnych Ludzi. Nie ma miasta bez loży, a gdzie jest loża, będę miał i przyjaciół.
Słowa te wywarły na jego towarzyszu niezwykły efekt. Rozejrzał się podejrzliwie po wagonie. Górnicy nadal szeptali ze sobą. Obaj policjanci drzemali. Przeszedł przez wagon, usiadł przy młodym podróżnym i wyciągnął rękę.
— Daj dłoń! — powiedział.