— Z księżniczką Klotyldą Lothman von Saxe-Meningen, drugą córką króla Skandynawii... zna pan zapewne surowe pojęcie moralności tego dworu, a sama księżniczka to wcielona delikatność. Gdyby więc jakikolwiek cień padł na mnie, plan mój musiałby upaść.

— A Irena Adler?

— Grozi mi. Chce posłać tę fotografię mej narzeczonej! I ona to uczyni, jestem przekonany. Nie zna pan jej duszy ze stali! Ach, jej słodka twarz Madonny bynajmniej nie zdradza, że ma też umysł najbardziej stanowczego mężczyzny! Ale nie ma takiej rzeczy, której by nie uczyniła, by przeszkodzić temu małżeństwu!

— Czy jest rzeczą pewną, że fotografia znajduje się jeszcze w jej ręku?

— Tak, najzupełniej pewną.

— Skąd o tym wasza wysokość wie?

— Przysięgła wysłać ją dopiero w dniu ogłoszenia mych zaręczyn. Uroczystość ta przypada w najbliższy poniedziałek.

— No, mamy zatem jeszcze trzy dni! — rzekł Holmes spokojnie. — To bardzo szczęśliwie się składa, gdyż muszę jeszcze załatwić dwie inne pilne sprawy. Wasza wysokość pozostaje tymczasem w Londynie?

— Tak. Znajdzie mnie pan w hotelu Langham pod nazwiskiem hrabiego von Kramm.

— A zatem tam prześlę mój raport waszej wysokości.