— Opowiem ci, skoro tylko moja gospodyni przyniesie mi jedzenie! Wybacz, mój drogi — mówił, zabierając się do spóźnionego śniadania — ale muszę jednocześnie jeść i mówić, zostaje mi bowiem bardzo mało czasu. Za dwie godziny musimy już być na placu naszego działania, bo panna, a raczej już pani Irena o siódmej wraca z przejażdżki. Więc jeżeli chcemy ją zastać, musimy jechać do Briony Lodge.
— A potem?
— Pozostaw to już mnie. Wszystko już obmyśliłem i przygotowałem. Muszę jednak przy jednym obstawać: przy tym mianowicie, żebyś czynnie nie mieszał się do niczego pod żadnym pozorem. Rozumiesz?
— Więc mam pozostać neutralny?
— Najzupełniej. Prawdopodobnie przyjdzie do różnych zawikłań, ale nie kłopocz się o to. Skoro już dostanę się do wnętrza domu, co jest najważniejszą rzeczą, wówczas wszelkie awantury ustaną. W cztery do pięciu minut potem okno dolnego pokoju zostanie otwarte. Otóż ty musisz być w pobliżu tego okna w tej chwili.
— Rozumiem.
— Powinieneś mnie dojrzeć z ulicy w pokoju i nie powinieneś już spuszczać mnie z oka.
— Rozumiem.
— Skoro tylko podniosę rękę do góry, wrzucisz do pokoju przedmiot, który ci dam, i równocześnie zaczniesz krzyczeć: „pali się!”. Czy pojmujesz to wszystko?
— Najzupełniej.