— Więc gdzież może tkwić ta fotografia?
— Może u jej bankiera albo u jej adwokata. Obydwie te ewentualności są niezupełnie wykluczone, ale nieprawdopodobne. Bo dlaczegóż miałaby tę fotografię oddawać komuś obcemu do schowania? Na siebie samą mogła liczyć, ale trudno obrachować, czy jakiś człowiek interesu, postronny w dodatku, mógłby się oprzeć wpływowi księcia, jakiemuś może cichemu naciskowi politycznemu? A zresztą książę mówił, że w najbliższych paru dniach ma ona potrzebować tej fotografii, musi ją więc mieć pod ręką teraz. Dlatego sądzę, że jest ukryta gdzieś w jej mieszkaniu.
— Ależ włamywano się tam już przecież dwukrotnie i szukano...
— Ba! Nie umieli po prostu szukać!
— A jakże ty chcesz ją znaleźć?
— Nie będę jej wcale szukał!
— Jak to?
— Ona sama musi mi ją pokazać!
— Tego z pewnością nie będzie chciała uczynić!
— Toteż nie dam jej wcale wolnego wyboru w tej kwestii. Słyszysz powóz? Jedzie! Teraz trzymaj się ściśle mojej instrukcji.