— Wyszła za mąż?! Kiedy?
— Wczoraj.
— I za kogóż?
— Za angielskiego adwokata nazwiskiem Norton.
— Rzeczywiście? No, kochać go w żadnym razie nie będzie!
— A jednak w interesie waszej wysokości byłoby życzyć sobie tego.
— Z jakiego powodu?
— Bo w przyszłości uchroniłoby to waszą wysokość od wszelkich przykrości. Jeżeli Irena kocha męża, to nie kocha już waszej wysokości, a jeżeli nie kocha, to nie widzę powodu, dla którego miałaby chcieć pokrzyżować waszej wysokości plany na przyszłość.
— Rozumuje pan bardzo słusznie; a jednak... ach, chciałbym doprawdy bardzo, aby ta kobieta była mi równa pod względem urodzenia, co by z niej była za księżna! — Książę utonął w myślach i milczeliśmy aż do chwili przybycia na miejsce.
Gdy powóz stanął przed Briony Lodge, drzwi willi były szeroko otwarte, a na progu stała jakaś starsza dama, przypatrując się z sardonicznym uśmiechem, jak wysiadaliśmy.