— Pan Sherlock Holmes, nieprawdaż? — zapytała mego przyjaciela.
Spojrzał na nią niepomiernie zdziwiony.
— Tak jest — odrzekł — jestem Sherlock Holmes!
— Moja pani zapowiedziała mi prawdopodobne pańskie przybycie — rzekła gospodyni. — Odjechała wraz z mężem na kontynent pociągiem o piątej piętnaście z Charing Cross.
— Co? — zawołał Sherlock blady jak ściana. — Czy pani chce przez to powiedzieć, że pani Norton opuściła Anglię?
— Tak. Na zawsze...
— A papiery?! — zawołał książę. — A więc wszystko stracone!
— Musimy się przekonać! — rzekł Holmes. Odsunął na bok gospodynię i wszedł do domu. Książę i ja pośpieszyliśmy za nim. Meble w pokojach były poprzestawiane i w nieładzie — szafy otwarte i próżne. Holmes poskoczył do ściany, gdzie był dzwonek, nacisnął tam ukrytą sprężynkę i otwarł tajną skrytkę, z której wydobył dużą fotografię i list. Fotografia przedstawiała Irenę Adler w stroju balowym, list adresowany był do Sherlocka Holmesa. Przyjaciel mój rozerwał kopertę i zaczęliśmy czytać go wszyscy trzej naraz.
Był on napisany o północy i brzmiał jak następuje:
„Kochany Panie Holmes!