Szukali zaczepki, chcąc najwidoczniej zmusić nas do pierwszych strzałów — ale pułkownik zbyt dobrym i doświadczonym był żołnierzem.
Wiedział, że z takiej odległości nie mogliśmy im uczynić nic tak bardzo złego, a runęliby z pewnością ławą, zanim zdążylibyśmy nabić broń powtórnie.
Trzech jeźdźców oderwało się z tylnych szeregów i pędem przebiegło z prawej strony czworoboku...
Ale staliśmy jak mur niewzruszeni — złamać nieznacznie choćby szyk bojowy znaczyło pożegnać się z życiem — w mgnieniu oka pułk cały jechałby po naszych karkach!
Trwaliśmy więc bez ruchu, było jednak coraz ciężej, gdyż o kilkaset jardów od nas, i także pod osłoną wzgórz, zaciągano pośpiesznie dwanaście dział, wprawdzie mniejszego kalibru, ale zakrytych tak dobrze przed wzrokiem, że artylerzystom nie groziło najmniejsze niebezpieczeństwo, a czworobok nasz pozostawał jak przedtem odkryty...
Bateria nagle przemówiła i odtąd wyrzucała kule, które literalnie pogrążały się w sam środek szeregów — tir plongeant97 nazywają podobno taki rodzaj strzałów — jeden z artylerzystów skoczył potem na szczyt wzgórza i zatknął w mokrej ziemi rohatynę98, mającą ułatwić celowanie towarzyszom. Stało się to na oczach całej naszej, zdumionej nieprawdopodobnym zuchwalstwem brygady.
Żaden z nas nie wystrzelił — każdemu się zdało, że wyręczy go z pewnością najbliższy towarzysz...
Ale trudno to było ścierpieć. Chorąży Samson, najmłodszy z podoficerów naszego pułku, wybiegł nagle z czworoboku, wdarł się na wierzchołek błyskawicą i już, już dosięgał rohatyny, gdy na pochyłości jak spod ziemi wyrosła sylwetka ułana i na podobieństwo szczupaka godzącego w niedomyślającego się nawet podstępu węgorza, utopił mu lancę w grzbiecie. A cios był tak straszny, iż nie tylko ostrze, lecz i drzewce wyszło przodem, pomiędzy drugim i trzecim guzikiem munduru...
— Helu! Helu moja! — krzyknął nieszczęśliwy i runął twarzą na ziemię, a prawie jednocześnie mordercę zasypał grad kul, żądnych pomszczenia śmierci towarzysza, i ułan powalił się także, nie wypuszczając jednak lancy z kurczowo zaciśniętych dłoni. Skonał u nóg ofiary. Śmierć połączyła ich straszliwym węzłem.
Bateria odpowiedziała nam gorętszym ogniem, zaraz też krew jęła bluzgać, mgłą czerwoną przesłoniła oczy...