— Dzieciaku — odezwała się z dziwnym uśmiechem — dzieciaku, nie jedziesz chyba naprawdę?

— Nie jadę? Przekonasz się najlepiej!

— Ależ ojciec twój nie życzy sobie tego, matka również!

— Wiem dobrze.

— Więc po co?

— Powinnaś to wiedzieć.

— Dlaczego? Pytam raz jeszcze.

— Ty sama kazałaś mi odjechać.

— Nic a nic nie zależy mi na tym, czy słyszysz, co mówię, Jacku!? — nalegała coraz błagalniej i ciszej.

— A jednak powiedziałaś to niedawno. Powiedziałaś, że ludzie zagrzebani w wioskach stworzeni są po to, żeby w gnuśnym spokoju pędzić całe życie. Zawsze to zresztą mówisz! — wybuchnąłem rozżalony. — Nie dbasz o mnie nawet tyle, co o te gołębie w gnieździe. Utrzymujesz, że jestem niczym. A więc dobrze: postaram się, żebyś zmieniła tę zbyt łaskawą opinię!