Ochłonąwszy trochę, unieśliśmy zemdlonego i położyli50 wygodnie na ziemi.
I tak już pozostał nieruchomo, na ciemnych policzkach czerniły się obwisłe wąsy i nos wydatny, długi, w zbielałych wargach nie krążyła ani jedna kropla krwi czerwonej, oddech uczynił się tak słaby, że nie wiem, czyby poruszył najdrobniejszą kiść delikatnego puchu.
— On umiera, Jimie!? — szepnąłem przerażony.
— Umiera z pragnienia i głodu — potwierdził Horscroft, z uwagą pochylając się nad nieznajomym. — To jasne. W łodzi nie ma ani okruszyny chleba. A może znajdziemy cokolwiek w tej torbie?
Zręcznym susem dostał się do batu i w mgnieniu oka wyciągnął skórzany, czarny worek.
Obszerny płaszcz granatowy i owa torba były jedynymi przedmiotami znajdującymi się w łódce...
Jim bez namysłu zepsuł zamek, otworzył i nagle oczy nasze olśniła istna powódź złota.
Ani on, ani ja nie widzieliśmy go nigdy tyle naraz, co mówię, dziesiątej nawet cząstki.
Zawierało chyba setki i tysiące funtów, gdyż były to suwereny angielskie, błyszczące, nowe jakby wyszły przed chwilą spod stempla.
Niespodziewany widok owych bogactw wprawił nas na razie w rodzaj odrętwienia i mimo woli zapomnieliśmy o ich nieszczęśliwym właścicielu. Ocucił nas dopiero jęk cichy, przeciągły.