Byłem niedoświadczony, młody, a jednak nietrudno mi przyszło odgadnąć, co za świadectwo dawały te ślady.
Oto po dwakroć musiał otrzymać postrzał, jedna z kul przeszyła mu ciało na wylot, druga uwięzła w środku.
Ale nieznajomy od razu się domyślił przyczyny naszego zdumienia, bo podniósł się raptownie i — chwiejąc się trochę — zapinał koszulę jakby gniewnie i obejmując mnie i Jima podejrzliwym wzrokiem.
— Co się stało? — rzucił nam szorstkie pytanie. — Czy straciłem przytomność? W takim razie nie zważajcie na to, com mógł mówić! Czy wołałem?
— Krzyknął pan w tej chwili, w której pan upadał — objaśniłem bez wahania.
— Com powiedział? — pytał dalej, jakby niespokojnie.
Powtórzyłem owe dziwne słowa, zdawało się, pozbawione jakiegokolwiek znaczenia.
Ogarnął nas badawczym, przenikającym do głębi spojrzeniem i nagle wzruszył ramionami.
— Wyrazy te w pewnej pieśni stanowią zakończenie zwrotki — oznajmił powoli. — Ale nie to obecnie umysł mój zaprząta. Co mam począć? Nie myślałem, że do tego stopnia jestem osłabiony. Skąd braliście wodę?
Wskazałem mu srebrzący się opodal strumień i zaczął iść w tym kierunku, chwiejąc się i potykając za każdym stąpnięciem.