— Gdzie? — pyta prawie z przerażeniem.
— Za śrubą parowca.
— Chodźmy już, chodźmy — nalega tonem prośby — to właśnie najniebezpieczniejsza chwila — i połyka pigułkę.
— Dlaczego?
— Bo pan nie wie, ale mówił mi stary kapitan w New Yorku, że śruba okrętowa dobywa czasem z dna fosfor i on tak świeci... a nie trzeba chyba panu mówić, że fosfor to trucizna... chodźmy już...
— Zostanę.
— Ja nie mogę — i z westchnieniem współczucia opuszcza mnie.
Na drugi dzień mówię:
— Jednak jakie są zielone fale Atlantyku przy brzegach Brazylii.
— To dobrze, bardzo dobrze — odpowiada, nachylając się nad barierą.