— Już ja to panu wytłumaczę — pospieszył wysoki, chudy, żylasty blondyn z wąsem zawiesistym.

— Gadajcie, Adamie — zachęcił gospodarz.

— U nas, panie, zwierz to wilk, lis, sarna, dzik, ale tu takich nie poświci97. Ot, kociska, puma bojaźliwa, tygr, co go zwą jaguarem, żbik jak nasz wielki kot i małe dziki...

— A małpy, a ryjowce, a kapibary98 — przerwał mu Grzela.

— Iii... małpy to bez mała człowiek, ino, że leśny, z ogonem; no, a te szczurzyska, co z nich komu? — odparł lekceważąco.

— Po cóż biszo?

— Bo u nich biszo (portug. bicha, robak, wąż, zdrobniale każde zwierzę) to gad, zwierz, wszystko, co żyje w lesie.

— A może panu herwy? — spytała gospodyni.

Podziękowałem, nie znajdując w niej nic przyjemnego.

— E, daj spokój z herwą! — dodał mąż. — Lepsza kawa, bo herwa to nie przymierzając nasza woda ze stawu, tyle co osłodzona.