Wszyscy obecni zaśmiali się, przytakując tym słowom.

Posypały się pytania o kraju, o naszych urodzajach, pogodzie, o wsi, miastach, kolejach.

— No, a jakże z podatkami, z wojskiem? — dopytują, przeszedłszy bowiem sami nadzwyczajne zmiany w ciągu kilku lat, przypuszczają, że wszystko inne musiało się także zmienić.

— Podatki są, jak były, a do wojska biorą rekruta.

— To tutaj lepiej; nie znamy już tego.

— Aby tylko był rząd i porządek!

To żądanie stawiają wszyscy koloniści, jako ludzie uspołecznieni.

— Więc wam tu dobrze?

— Hm... teraz to nieźle, Bogu dzięki, ale zobacz pan cmentarz, spytaj pan, ilu zginęło, zmarniało, przepadło: to bez mała co dziesiąty z nas żyje tutaj.

— A pan tu na robotę czy z fachem?