— A polskiego?

— Codziennie godzinę, to wystarcza.

— Dzieci zdolne?

— Po polsku, to aby im raz pokazać, już i dobrze, ale państwowy, brazylijski ciężko, choć im kładę w głowy jak łopatą, a jako empregado publico chcę i muszę uczyć tego języka, bo on im w życiu konieczny.

— Pan dawno tu nauczycielem?

Spojrzał z politowaniem, uśmiechnął się ironicznie i rzekł:

— Nauczycielem był tylko Chrystus Pan; ja jestem profesorem.

— Pan dawno profesorem? — pyta niezmieszany pan Dmowski.

— Już pięć lat oświecam ten naród.

U wendysty na razie pusto, on sam stoi poważny, zamyślony, za ladą.