— To się wie, a bez109 cóż by nie?

— I umieją co?

— Po polsku to czytać i pisać potrafią, a jakże...

— A po brazylijsku?

— Hm... to widzi pan tak: chłopak chodził cztery lata do tej szkoły, a jak przyjdzie coniebądź pogadać z Brazyluchem, to ani weź! Niby mój gada, cóż, kiej tamten nie rozumie.

— To dziwne, bo przecież był w szkole.

— Nasz profesor niby uczy i pilnie, cóż, kiedy bez nijakiego pożytku dla dzieci.

Ksiądz proboszcz, ucieszony naszym przybyciem, chwali się kościołem, ładnymi drzwiami, zrobionymi przez kolonistę z motywem tutejszej przyrody, i prosi na obiad.

Plebania ładna, wygodna, z ogródkiem pełnym bratków, malw, georginii, gwoździków, modraków110...

— Ależ tu ładnie!