— Tylko mi aśćka Anielki nie pokazuj, to ci mówię wyraźnie.
— Już jegomość może być spokojny o Anielkę; ja wyjść do gościa muszę, bo takie prawo gościnności, ale nie obaczy on córek moich.
Wreszcie weszli oboje do sali jadalnej i kazali prosić grafa na skromny posiłek.
Niemiec wszedł śmiało, niemal dumnie i, schyliwszy głowę w stronę pani domu, rzekł złą polszczyzną;
— Takie dziwne i nieprawdopodobne wieści przyniósł mi list kasztelana, że muszę je sprawdzić osobiście. Prosiłbym więc o chwilę rozmowy.
Chorąży z gniewu zaczął sapać i wąsa targać, ale chorążyna odpowiedziała z uśmiechem:
— Zapewne i do pana grafa doszły słuchy o nowej wojnie, nie dziwię się, że chce je pan sprawdzić i miło mi, iż w dalekiej podróży możemy go ugościć chwilowo.
— Wojna, wojna — odparł graf zmieszany trochę — ale ja mam własny interes, który chciałbym zakończyć, i jestem pewien, że z panem chorążym, jako człekiem rycerskim, łatwo dojdę do ładu. Tymczasem, zanim wojna wybuchnie — uśmiechnął się ironicznie — pozwólcie złożyć u stóp waszych słowa głębokiego szacunku, z jakim dla was jestem zawsze.
Ucałował rękę chorążyny, uścisnął prawicę chorążego, który zwolna, jak gdyby zmuszony, mówił:
— Cieszy mnie, panie grafie, że mój zameczek, jako leżący przy drodze z Marchii do Polski, został obrany na miejsce odpoczynku. Witaj nam jako gość, bądź pozdrowiony.