— Gościem mi jesteś, panie grafie — odezwał się spokojniejszym tonem chorąży, — siadaj więc i spożywaj, co Bóg dał.

— Darujcie, mości chorąży! Ciśnie mnie dach waszego domu a powietrze dusi, może kiedyś się zobaczymy w innych warunkach, a wówczas zaczniemy z innej beczki.

Skierował się ku drzwiom i, składając chorążynie ukłon głęboki, przemówił:

— Zostańcie z Bogiem, czcigodna pani, zapomnijcie przeszłości, bo od dziś rozpoczynam nowe życie.

Chorąży nie ruszył się z krzesła, a gdy zamknęły się drzwi za Niemcem, rozparł się na stole i rzekł do żony:

— Cóż aśćka, mościapanno, na to?

— Dopust boży! Zawsze jednak miło, że i obcy graf pokłonił się o naszą córkę.

— Białogłowom wżdy afekta w głowie — odpowiedział drwiąco — toż Niemczura zapowiada zemstę.

— A nie masz jegomość ludzi? Dałabym załogę, uzbroiła czeladź, i niech probuje!

— Wiem to ja i bez aśćki rady, ale co mi po tem, gdy Anielka w niewoli być musi, bo może taki antychryst porwać ją, obaczywszy samą.