Na ulicę smyrk! jak zając.

Idzie sobie z gęstą miną,

A po niebie chmury płyną.

Wtem odrazu wiatr się zrywa.

Burza! Burza! Ach, straszliwa!

Parasolem wiatr pomiata,

Gwałtu! Franio w górę wzlata!

Czapkę wiatr gdzieś poniósł w pola...

Trzymajże się parasola!

Szczęściem podróż była krótka: