Ledwo się zamknęły drzwi,

Cesia mówi: „Ej co mi!

Possię trochę... tak. .. troszeczkę,”

Raz jedyny, przez chwileczkę...

I paluszek w buzię chlup.

Wtem ktoś biegnie: tup, tup tup!

Wpada krawiec, strasznie zły,

„Palec — woła — utnę ci!”

Zdjął okropny Cesię strach!

Słyszy groźne: szach! szach! szach!