Łęgów zielonych złote tonie cieką.

Wszelako okręt w żaglach ku morderczej wkrótce zwiódł go przystani:

Nie bez zgryzoty, nie bez oka zasnutego mgłą żalu

Śmiertelnego wroga zewłok ujrzał zwycięzca, pomny minionych dni przyjaźni,

Lub opłakując w duszy Romy losy, on sam

Rzymianin, bluźniący, który

Zwalił ją. Przewalały się czasy,

A Roma padała, padała i pada.

Wprawdzie osuwa się z wolna, jak to, co trwać ma, opada, podobna

Wspaniałemu ładowi umysłu, co gwiezdne pieśni harmonii