Guntera i Zygfryda przemykały dreszcze.
A gdyby był królowi Zygfryd do pomocy
Nie stanął, byłby uległ Gunter jej przemocy;
Lecz młodzian doń się zbliża i za rękę rusza.
Gunter widzieć go nie mógł, — zamarła w nim dusza.
«Cóż mnie tam ruszać może?» — myślał sobie z trwogą,
Oglądnął się wkoło, — nie ujrzał nikogo, —
A Zygfryd: «To ja — szepnął — twój przyjaciel wierny!
Śmiało stój! Trwogi przed nią pozbądź się niezmiernej
Puść tarczę z ręki, daj mi, niech ja ją potrzymam,