Zbrodzień zostawił oszczep w ranie srogiej tkwiący

I uciekał pospiesznie z miejsca czynu drżący,

Jako nigdy przed wrogiem nie uciekał w polu.

Zygfryd, kiedy po pierwszym przyszedł do się bolu,

Zerwał się jak szalony od krynicznej strugi,

W plecach sterczał głęboko wbity oszczep długi,

Witeź szukał, gdzie miecz mu i łuk się zatracił,

Byłby Hagen swą zbrodnię wnet życiem przypłacił.

Lecz ni miecza nie znalazł, ani innej broni

I nic oprócz puklerza nie miał do pogoni,