Zbladł i na nogach dłużej ustać nie miał siły,

Bo moc i dzielność ciała wnet go opuściły,

Kiedy śmiertelna bladość okryła mu lice.

— Niemało łez wylały stąd piękne dziewice.

Pada rycerz, gdzie kwiaty jaśniały na łące,

Z rany płyną obficie strugi krwi gorące,

Więc gdy nieposkromiony ból mu w sercu wierci.

Łaje tych, co przyczyną byli jego śmierci.

Wołał śmiertelnie ranny: «Tchórze, podli tchórze!

Mógł żem myśleć, że tego u was się dosłużę?