Tak się żalił Giselher, kiedy teść mu zginął.

Już się i jego orszak śmierci nie wywinął,

Co był w sali; — bogate śmierć zbierała żniwo;

Nikt z Bechlaren z tej walki ujść nie zdołał żywo.

Wtedy Gunter, Giselher i Hagen z Dankwartem

I Volker, wszyscy męstwem przesławni i hartem,

Poszli, kędy dwa trupy leżały na ziemi.

I łzy z oczu rycerzy pociekły nad niemi.

«Strasznie śmierć nas przerzedza! — rzekł Giselher młody —

Osuszcie łzy i wyjdźmy na dwór dla ochłody,