— A kiedy dzieci podrosły?

— To ubrania rosły razem z nimi. Rosły tak jak pancerz na żółwiu.

— I nie trzeba było ich prać?

— Prały i czyściły je obłoki.

— I nigdy się nie spaliły?

— Były jak azbest. Im więcej go palą, tym jaśniej błyszczy i mocniejszy się staje.

— I żadne insekty ich nie zapaskudziły?

— Nawet po śmierci człowieka robaki w grobie nie miały do nich dostępu. Cóż dopiero za życia.

— A od potu nie cuchnęły?

— Źródło Miriam dostarczało im pachnących ziół i traw. Ludzie tarzali się w nich i ubrania nabrały miłych zapachów.