I hamując wzbierający w nim gniew, rozkazał:
— Biegnij szybko i uczyń tak z Mordechajem.
— Panie — zaczął bełkotać ze zdumienia Haman. — O jakiego Mordechaja chodzi?
— O tego Zyda, Mordechaja.
— Czy jeden Mordechaj znajduje się wśród Żydów?
— Chodzi mi o tego Mordechaja, który siedzi w bramie królewskiego pałacu.
— O tego Mordechaja? Czy nie za duży to dla niego honor? Myślę, że zadowoli się czymś znacznie mniejszym. Wystarczy podarować mu jakieś miasteczko albo rzekę.
Tego Achaszwerosz nie mógł już zdzierżyć i ryknął jak rozwścieczony lew:
— Masz wszystko wykonać co do joty! Tak, jak sam proponowałeś.
I zaraz wezwał Achaszwerosz Hatacha i Charbone, którym polecił dopilnować, żeby Haman nie zaniedbał najmniejszej rzeczy.