Zrozumiawszy, że doprawdy dokonał się cud Boży, Mordechaj powiada do Hamana:

— Popatrz na mnie, Hamanie. Wytarzany przecież jestem w popiele, wybrudzony i wysmarowany. Jak mogę w takim stanie włożyć królewską szatę. Najpierw muszę się należycie wymyć i ostrzyc.

Każe Haman sprowadzić łaziebnego i golibrodę, ale nie można ich znaleźć. Sam więc prowadzi Mordechaj a do łaźni. Zakasuje rękawy, napina mięśnie i zaczyna myć i namaszczać Mordechaja najlepszymi olejkami i wonnościami. Następnie posyła gońca do siebie do domu, żeby przyniósł nożyczki, po czym zabiera się do strzyżenia włosów Mordechaja.

Słyszy Mordechaj, jak Haman ciężko przy tym wzdycha, i pyta go, co oznaczać ma jego wzdychanie.

— Jak nie mam wzdychać, kiedy ja, premier rządu, Haman stałem się łaziebnym i golibrodą.

Na to powiada Mordechaj:

— Tak to się toczy na tym świecie. Pamiętam doskonale twego ojca. Był golibrodą we wsi jakieś dwadzieścia dwa lata temu. Zdaje mi się, że nożyczki, którymi mnie strzyżesz, od niego pochodzą.

Uporawszy się z myciem i strzyżeniem, Haman powiada do Mordechaja:

— A teraz wsiądź na konia.

— Stary jestem i osłabiony od poszczenia. Nie potrafię dosiąść konia.