Nie pozostało Hamanowi nic innego, jak tylko pochylić się i podstawić Mordechajowi grzbiet, żeby ten mógł najpierw stanąć na nim, a potem wspiąć się na konia.

Jedzie Mordechaj na koniu po ulicach miasta, a Haman idzie z przodu i, trzymając uzdę w rękach, woła głośno:

— Tak czyni król z człowiekiem, którego chce uszanować.

Z obu stron jeźdźca maszerowało dwadzieścia siedem tysięcy młodzieńców z dworu królewskiego. W prawej ręce nieśli złote puchary, a w lewej srebrne. Raz po raz wznosili okrzyki: „Tak czyni król z człowiekiem, którego chce uszanować!”.

Wszyscy mieszkańcy miasta wylegli na ulice z pochodniami w rękach. Zewsząd rozlegały się okrzyki i pieśni chwalące Mordechaja.

Stojąca w oknie córka Hamana na widok ojca w haniebnej dla niego sytuacji nie wytrzymała i wyskoczyła z najwyższego piętra, ponosząc śmierć na miejscu.

Tego dnia Haman wrócił do domu jako rzemieślnik, który opanował cztery profesje: łaziebnego, golibrody, koniuszego i herolda.

Szubienica Hamana

W dniu, w którym miał zawisnąć na szubienicy, Haman wszedł do swego ogrodu, żeby choć na chwilę zaznać spokoju ducha. Krążył na pół przytomny wśród wysokich drzew, przenosząc wzrok z jednego na drugie, jakby zadawał im pytanie: „Powiedzcie mi, starzy druhowie, na kim z was zawiśnie dzisiaj Haman, najwyższy dostojnik i minister w Persji i Medii”. W tej samej chwili wietrzyk poruszył gałęzie drzew. Szelest liści wydawał się rozmową, jaką drzewa prowadziły między sobą:

— Nie na mnie! Nie na mnie! — Zatrzęsło się drzewo winorośli i zasłoniło kiśćmi winogron. — Ze mnie biorą wino do świętego ołtarza. Ja nie zniosę na sobie tego złoczyńcy.