Pewnego razu zaszła potrzeba uprzątnięcia i uporządkowania placu świątynnego. Zwołano w tym celu trzystu kapłanów, żeby ruszyć z miejsca ciężki złoty krzew winny.

Długość parochetu wynosiła czterdzieści łokci, szerokość dwadzieścia łokci, a grubość cztery palce. Utkano go na krośnie o siedemdziesięciu dwóch obręczach. Każda nić skręcona; była z dwudziestu czterech sztuk cienkich nitek. Takie parochety robiono co dwa lata. Ze względu na ich ciężar trzeba było trzystu kapłanów, żeby je zanurzyć w wodzie.

Flet w bet ha-midraszu pochodził jeszcze z czasów Mojżesza. Był gładki, cienki, wystrugany z drewna.

Pewnego razu król polecił pokryć go złotem, wskutek czego flet utracił swoje słodkie brzmienie. Po zdjęciu złota, flet odzyskał swoje dawne brzmienie.

Były w Świątyni także organy o dziesięciu otworach. Z każdego otworu wydobywało się dziesięć melodii. Razem sto melodii.

Spod Świątyni, spod jej Przenajświętszego Miejsca, wypływał strumyk. Z początku wyglądał jak cienki rożek szarańczy, przy drzwiach środkowej sali Świątyni miał już wygląd grubszej nici tkaniny, dalej zaś, przy drzwiach przedpokoju, stawał się coraz grubszy, a przy drzwiach świętego dziedzińca był szerszy i potężniejszy, aż dotarłszy do Domu Dawida zamienił się już w bystrą rzekę, w której nieczyści zwykle zanurzali się, żeby stać się czystymi.

Szymon Sprawiedliwy

Kiedy Aleksander Macedoński zajął Izrael, Samarytanie zwrócili się do niego z prośbą, żeby zburzył bet ha-midrasz. Dowiedział się o tym natychmiast Szymon Sprawiedliwy. Włożył na siebie szaty kapłańskie i w towarzystwie najszacowniejszych obywateli Jerozolimy udał się na spotkanie z Aleksandrem.

Wszyscy trzymali w rękach pochodnie.

Szli całą noc. Jedni prawą stroną drogi, drudzy lewą stroną. Kiedy rozwidniło się trochę, Aleksander zapytał Samarytan, kto nadchodzi z pochodniami w rękach.