— To Żydzi — odpowiedzieli Samarytanie. — Ci sami, którzy się tobie przeciwstawili.

Kiedy doszli do Antipatris, słońce wzeszło już w całej swojej okazałości i Żydzi stanęli przed obliczem króla. Na widok arcykapłana Aleksander Macedoński zszedł z konia i pokłonił mu się. Odezwały się głosy:

— Jak to może być, żeby taki potężny król jak ty kłaniał się Żydowi?

— Jego postać — odpowiedział król — zawsze pojawia się w moich snach. Zawsze życzy mi szczęścia i zwycięstwa.

Rzekłszy to, król zapytał Żydów:

— Czego chcecie ode mnie?

— Chcemy, żebyś nie uległ namowom naszych wrogów, którzy pragną, byś zburzył Świątynię, w której się modlimy.

— Kim są wasi wrogowie?

— To ci Samarytanie, którzy stoją przed tobą.

— Oddaję ich w wasze ręce.