Żydzi natychmiast przywiązali Samarytan do ogonów koni i zawlekli ich do góry Grizim, gdzie wznosiła się ich świątynia. Przeorali górę i zasiali na niej trawę.

Aleksander Macedoński

I

Kiedy Aleksander Macedoński przybył do Jerozolimy, niektórzy Samarytanie ostrzegli go:

— Wnet — powiedzieli — przekonasz się, że Żydzi nie zechcą cię wpuścić do najświętszego miejsca w Świątyni.

Dowiedział się o tym pewien Żyd Gwiha ben Psisa, człowiek prosty, ułomny, bo garbaty, ale bardzo mądry. Wziął parę pończoch i włożył do nich dwa drogocenne brylanty wartości dziewięciu tysięcy sztuk srebra.

Kiedy Aleksander doszedł do góry świątynnej, Gwiha ben Psisa powiedział do niego:

— Zdejmij buty i włóż na nogi pończochy, żebyś się nie poślizgnął na gładko wyszlifowanej posadzce Świątyni.

Gdy doszli do najświętszego miejsca, zwanego Kodesz haKodaszim, Gwiha powiada do niego z większą już odwagą:

— Królu, do tego miejsca wolno dojść, ale dalej już ani kroku.