Na to Bar-Kochba — tak go bowiem nazwał rabi Akiwa — odpowiedział:

— W jakiż to inny sposób mógłbym sprawdzić ich męstwo?

Mędrcy Izraela poradzili mu wypróbować męstwo bojowników w sposób nie narażający ich na kalectwo.

— Niech każdy bojownik dosiądzie konia i pędząc w galopie wyrwie cedr z gór Libanu. Jeśli nie zdoła tego wykonać, oznaczać to będzie, że nie nadaje się do walki.

Posłuchał Bar-Kochba rady mędrców. I oto okazało się, że próbę zdało nie dwieście, ale czterysta tysięcy bojowników.

I kiedy Bar-Kochba na czele wypróbowanych mężnych bojowników rozpoczął walkę, każdy z nich upewniony w swoim męstwie pyszałkowato oświadczył:

— Bóg nie musi nam pomagać. Wystarczy, że nie będzie nam przeszkadzał. Skoro nas opuścił, niechaj nie wstępuje do naszego wojska.

Sam Bar-Koziwa wyróżniał się niezwykła odwagą. Potrafił schwytać w locie wystrzelone w niego kamienie wroga i rzucić je do obozu Rzymian z taką siłą, że czyniły w nim ogromne spustoszenie.

Urzeczony jego niezwykłą siłą, rabi Akiwa powiedział:

— Bar-Kochba jest królem — Mesjaszem.