Słysząc to, rabi Jochanan ben Toreta oświadczył:

— Akiwo, prędzej ci trwa wyrośnie na policzkach, nim przyjdzie Mesjasz.

Trzy i pół roku trwało oblężenie Bejtaru. Stary tanaita, rabi Elazar Hamodai, wuj Bar-Koziwy nie ustawał w postach i żałobie. Codziennie prosił Boga:

— Panie świata! Wstrzymaj się jeszcze z wykonaniem wyroku na Żydach!

Cesarz Adrian, widząc, że nie zdobędzie miasta, wydał wojskom rozkaz odstąpienia od oblężenia Bejtaru.

Wtem stanął przed obliczem cesarza pewien Samarytanin i powiedział:

— Dopóki stara kura będzie gdakała i tarzała się w popiele, dopóty miasta nie zdobędziesz. Ale ja potrafię sprawić, że jeszcze dzisiaj je zdobędziesz. Zaraz ci pokażę, jak to zrobię.

I nie zwlekając, wrócił do oblężonego miasta. Przyszedł do rabiego Elazara w chwili, kiedy ten był zatopiony w modlitwie. Nachylił się do jego ucha i coś szepnął. Tymczasem już donieśli Bar-Koziwie, że jego wuj planuje poddać miasto wrogowi. Samarytanin jakoby miał o tym wiedzieć.

Bar-Koziwa rozkazuje przyprowadzić Samarytanina, którego pyta:

— Co szepnąłeś do ucha memu wujowi rabiemu Elazarowi?