— Jak to się stało, że nie zmokłeś od padającego deszczu?

— Przedzierałem się między padającymi kroplami.

— Po co tu przyszedłeś?

— Żeby się od was czegoś nauczyć i was czegoś nauczyć. Niech każda z was pokaże, co potrafi.

Pierwsza czarownica wypowiedziała jakieś zaklęcie i w mig pojawił się bochenek srebrnego chleba. Druga wymówiła inne zaklęcie i zaraz pojawił się kawał żelaznego mięsa. Trzecia wywołała złote wino. Czwarta miedzianą zupę.

— Widzisz — powiedziała do niego czarownica wyglądająca na przywódczynię — jaką wspaniałą ucztę przygotowałyśmy na twoją cześć. Teraz przyszła kolej na ciebie. Pokaż, co potrafisz!

— Dobrze! Zagwiżdżę dwa razy i zobaczycie, jak pojawi się w jaskini osiemdziesięciu przystojnych, smukłych, zgrabnych młodzieńców, ubranych w suche płaszcze. Jaskinia natychmiast się ożywi i zapanuje w niej radość.

I rabi Szymon gwizdnął dwa razy. Po pierwszym gwizdku młodzieńcy wyjęli z dzbanów płaszcze i owinęli się nimi. Po drugim gwiździe hurmem wtargnęli do jaskini.

Wtedy rabi Szymon wydał im polecenie:

— Niech każdy z was wybierze sobie partnerkę spośród tych kobiet.