— Po ilu latach drzewo to zacznie owocować?

— Po siedemdziesięciu.

— Jesteś pewny, że dożyjesz do tego czasu i będziesz korzystał z jego owoców?

— Nie martwię się tym. Kiedy się urodziłem, zastałem tu drzewa, z których owoców korzystałem. Drzewa te zasadzili dla mnie moi rodzice, ja zaś sadzę to drzewo dla moich dzieci.

Zszedł rabi Choni z oślicy, żeby zrobić postój i się pożywić. Oślica też była głodna i potrzebowała odpoczynku. Wypuścił ją więc na pole, gdzie rosła trawa. Posiliwszy się, rabi Choni zapadł najpierw w drzemkę, a potem w głęboki sen.

I oto wyrosła obok niego wysoka, olbrzymia skała, która całkowicie oddzieliła go od świata. I w ten sposób rabi Choni przespał siedemdziesiąt lat. Kiedy się obudził, skała rozpłynęła się w powietrzu. Patrzy Choni i widzi, że ktoś zrywa owoce z tamtego drzewa, które przed snem sadził człowiek, z którym rozmawiał.

Podchodzi do niego i pyta:

— Czy to ty zasadziłeś to drzewo?

— Nie, zasadził je mój dziadek.

— Widocznie — myśli rabi Choni — przespałem siedemdziesiąt lat.