Rozgląda się dookoła i widzi, że na polu pasie się dużo osłów i osiołków, które widocznie urodziła jego oślica w tym czasie. Rusza w drogę do domu. Wchodzi do swego miasta i nie poznaje go. Nowi ludzie, nowe ulice. Podchodzi do pierwszego napotkanego człowieka i pyta go:
— Gdzie mieszka syn Choniego Hamagaela?
— Od dawna już nie żyje. Może chodzi ci o jego wnuka?
Powiada do niego Choni:
— Ja jestem Choni Hameagel.
Nikt oczywiście nie daje mu wiary. Wchodzi do bejt hamidraszu. Siada i słyszy, że w trakcie dyskusji któryś z jej uczestników powiada: „Problem, nad którym dyskutujemy, nie jest tak jasny jak w czasie wielkiego Choniego Hamagaela”.
Słysząc to, rabi Choni wtrąca się do dyskusji.
— Ja właśnie jestem Choni Hamagael.
Rzecz jasna nikt w to nie wierzy. Odwracają się od niego i starają się go nie zauważać.
Nie mogąc znieść tego stanu, rabi Choni wymodlił dla siebie śmierć.