I los padł na rabiego Szymona ben Gamliela. Kat wziął miecz i jednym uderzeniem ściął mu głowę.

Rabi Iszmael wziął wtedy odciętą głowę Szymona i przycisnąwszy ją do piersi, zaczął lamentować:

— O ścięte usta. Usta prawdy. Usta, przez które płynęły piękne i cenne niczym perły słowa. Kto cię teraz do ziemi wrzucił, kto zapchał twój język prochem i popiołem? Biada! To jest Tora i taka za nią zapłata?

I kiedy rabi Iszmael tak rozpaczliwie zawodził nad śmiercią towarzysza, córka cesarza akurat wyjrzała przez okno. Zdumiała ją i zachwyciła niezwykła uroda rabiego Iszmaela. Nic dziwnego, gdyż Iszmael był jednym z najbardziej urodziwych mężczyzn na świecie. Twarz jego promieniała anielskim blaskiem. W sercu córki cesarza wezbrała litość nad skazańcem. Poszła do ojca i zapytała:

— Ojcze, czy jesteś gotów spełnić moje życzenie?

— Dla ciebie jestem gotów uczynić wszystko, z wyjątkiem ułaskawienia Iszmaela i jego towarzyszy.

Córka cesarza nie ustępowała. Ponowiła prośbę o łaskę:

— Proszę cię, daruj mu życie.

— To niemożliwe. Złożyłem przysięgę.

— Skoro tak, to każ ściągnąć mu z twarzy skórę. Będę się w niej przeglądała.