IV. Rabi Chanina ben Teradion
Następnie oprawcy rzymscy zabrali się za rabiego Chaninę ben Teradiona. Powszechnie uważano, że był to wyjątkowo miły człowiek. Miły Bogu i ludziom. O nikim złego słowa nie powiedział. Wbrew rzymskiemu zakazowi uczenia Tory rabi Chanina zgromadził wokół siebie wielu uczniów, którym wykładał Pismo.
Kiedy przyszedł w odwiedziny do chorego rabiego Joseja ben Kisma, ten ostrzegł go:
— Bracie Chanino, czy nie widzisz, że Rzymianie otrzymali władzę do samego Boga? Oni to przecież zburzyli Jego miasto, spalili Jego Świątynię, zamordowali Jego wiernych wyznawców, zgładzili naszych najlepszych ludzi. I mimo to rzymski naród mocno się trzyma. Tymczasem dowiaduję się, że ty nie zważasz na dekret cesarza. Zbierasz uczniów i wykładasz im Torę.
— Mam nadzieję — odpowiedział rabi Chanina — że niebo okaże nam miłosierdzie.
Wzburzył się rabi Josej ben Kisma:
— Ja rozmawiam z tobą o konkretnym dekrecie, a ty mi tu opowiadasz o tym, że niby „niebo okaże nam miłosierdzie”. Będzie cudem, jeśli nie spalą cię razem z Torą.
Wkrótce po tym umarł rabi Josej ben Kisma. W kondukcie pogrzebowym szli najznamienitsi ludzie Rzymu. Wracając z cmentarza, zauważyli, że rabi Chanina siedzi z księgą Tory na kolanach i wykłada jej treści licznie zgromadzonym uczniom. Pytają go:
— Dlaczego wbrew zakazowi nauczasz Tory?
— Czynię to w zgodzie z nakazem Boga.