Rzymianie zaraz pochwycili go i postawili przed sądem. Wynikiem sądu skazany został na śmierć przez spalenie. Na podstawie tegoż wyroku jego żonie ścięto głowę, a córkę skazano na pohańbienie. Wyprowadzili go na plac, owinęli w zwoje Tory, obłożył suchymi gałązkami i podpalili. Jednocześnie przyłożyli mu do piersi kłębki wełny umoczonej w wodzie, żeby nie spalił się od razu, żeby długo cierpiał, zanim wyzionie ducha.

— Ojcze — krzyknęła zrozpaczona córka — jak możesz na to spokojnie patrzeć?

— Córko — odpowiedział rabi Chanina — gdybym tylko ja miał spłonąć, toby mnie z całą pewnością bolało, skoro jednak ze zwojem Tory, wierzę, że Bóg, który policzy się z nimi za spalenia Jego Prawa, rozliczy ich również za mnie.

I kiedy ogień coraz bardziej obejmował rabiego, uczniowie spytali go:

— Rabi, co teraz widzisz?

— Widzę, jak płonie pergamin i święte litery ulatują w górę.

— Otwórz szerzej usta, żeby ogień szybciej cię strawił. Skończą się twoje cierpienia.

— Ten, który dał mi duszę, w porę ją odbierze. Sam nie przyśpieszę śmierci.

Na widok cierpień rabiego nawet kat nie pozostał obojętny. Zapytał go:

— Rabi, czy jeśli podsycę ogień i zdejmę z twoich piersi kłębki mokrej wełny, zapewnisz mi wieczne życie na tamtym świecie?