Pewnego razu w wieczór kończący sobotę, podczas kazania rabiego Meira w bet ha-midraszu, umarli nagle w domu jego dwaj synowie. Matka położyła obu synów na jednym łóżku, po czym przykryła ich prześcieradłem.
Przyszedłszy do domu, rabi Meir zapytał żonę, gdzie są synowie?
— Poszli do bet ha-midraszu.
— Właśnie stamtąd wracam. Ich tam nie było.
Był już czas odprawienia hawdali95. Żona podała Meirowi kielich wina. Ten pożegnawszy sobotę, znowu zapytał o synów. Tym razem głosem wyrażającym zniecierpliwienie:
— Co to ma znaczyć, że nie ma ich w domu? Gdzie mogą teraz być?
— Wiem, że mają takie miejsce, do którego często chodzą. Uspokój się, zaraz wrócą.
I powiedziawszy to, postawiła przed nim kolację na stole. Czekała, aż skończy jeść i wtedy zapytała, czy może mu zadać pytanie.
— Możesz pytać — odpowiedział.
— Wczoraj jakiś człowiek dał mi pewną rzecz do przechowania. Dzisiaj ma ją odebrać. Jak myślisz, czy powinnam mu ją zwrócić?