— A jak myślicie — zapytał ich znów — czy wrogowi należy życzyć, żeby rósł w siłę, czy też, żeby słabnął?
— Oczywiście, żeby słabnął!
— W takim razie niech obrzezają swoich chłopców. Przez taką operację tracą siłę. Stają się słabsi.
— Słusznie mówisz — oświadczyli patrycjusze.
Zaraz po tej rozmowie spowodowali unieważnienie antyżydowskiego dekretu.
Radość Żydów trwała jednak krótko. Kiedy dowiedzieli się, że ich rozmówcą był Żyd, postarali się o przywrócenie dekretu, co też się stało.
Zebrali się Żydzi na naradę. Zastanawiali się, kogo by tu znowu wydelegować do Rzymu, żeby spowodował odwołanie dekretu. Po dłuższej dyskusji stanęło na tym, żeby posłać tam rabiego Szymona bar Jochaja, który już nieraz spotykał się z cudami. Jako towarzysza podróży przydzielili mu rabiego Elazara ben Josiego.
W drodze do Rzymu napotkali diabła, znanego ze sztuczek błazeńskich Ben Temaliona, który z miejsca oświadczył, iż gotów jest pójść z nimi, bo dzięki niemu pomyślnie załatwią sprawę.
Usłyszawszy propozycję diabła, rabi Szymon się rozpłakał i zawołał:
— Służąca naszego praojca Abrahama zasłużyła u Boga na to, że na swojej drodze spotkała anioła. Ja natomiast nie miałem szczęścia spotkać anioła. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zdać się na cud, korzystając z byle jakiego pośrednika.