Rabi Jehuda nim skonał, zdążył jeszcze podnieść obie ręce ku niebu i zawołać:
— Panie świata! Ty najlepiej wiesz, że całym ciałem i duszą poświęciłem się Torze. O siebie nie dbałem i o siebie się nie troszczyłem. Niech się stanie Twoja wola. O jedno Cię tylko proszę: o spokojne odpocznienie.
I wtedy rozległ się głos z nieba:
— Niech spocznie w spokoju na swoim wiecznym posłaniu.
W dniu śmierci rabiego Jehudy ludzie usłyszeli wyraźnie słowa płynące z nieba:
— „Ten, kto był obecny przy śmierci rabiego, ten ma zapewniony wieczny żywot na tamtym świecie”.
Był w mieście pewien pracz, który codziennie odwiedzał rabiego Jehudę, ale traf chciał, że akurat tego dnia, w którym umarł rabi, nie mógł z jakiegoś powodu przyjść do niego. Kiedy usłyszał głos z nieba, wszedł na dach i skoczył w dół, ponosząc śmierć na miejscu.
Wtedy rozległ się znowu głos z nieba:
— Pracz także ma zapewniony żywot wieczny na tamtym świecie.