Rabi Lewi powiada:

— Jest faktem, iż Żydzi różnią się od innych narodów świata wieloma obyczajami i postępowaniem w życiu. Inaczej orzą, sieją, zbierają, wiążą snopy i młócą. Inaczej dzieje się w ich spichlerzach i tłoczniach wina. Inaczej wygląda u nich kalendarz, albowiem odmiennie obliczają dni miesiąca i inna jest ich rachuba czasu. Nie zaprzęgają do pługa wołu razem z osłem, nie sieją na jednym polu pszenicy razem z żytem czy też z jakimś innym gatunkiem zboża. Podczas żniw zostawiają łan zboża dla biednych. Kiedy wiążą snopy, „zapominają” zabrać największą wiązkę. Zostawiają to biednym. Kiedy młócą, nie zawiązują wołom pyska. Kiedy zwalniają niewolnika, dają mu hojną ręką zboże ze spichlerza. Kalendarz obliczają nie według obrotów słońca, lecz księżyca.

A dlaczego obliczają według obrotów księżyca?

Albowiem tak się już dzieje. Duże — do dużego. Małe — do małego.

Ezaw, który jest większy, oblicza według większego światła, czyli słońca, a mniejszy Jakub według mniejszego światła, czyli księżyca.

— I oto jest właśnie dobry znak — powiada na to rabi Nachman. — Tak jak słońce panuje tylko w dzień, tak i Ezaw panuje tylko na tym świecie, na tamtym już nie. A tak jak księżyc widoczny jest zarówno w dzień, jak i w nocy, tak widoczny i uznawany jest Jakub zarówno na tym, jak i na tamtym świecie.

— Zwykle — powiada dalej rabi Nachman — jak długo wielkie światło świeci pełnym blaskiem na tym świecie, mniejsze jest mało widoczne. Ale skoro tylko wielkie światło zachodzi, mniejsze wstaje w pełnym blasku.

Żydzi różnią się od innych narodów również upodobaniem do jedzenia i picia. Żydzi jedzą i piją w miarę, żeby tylko zaspokoić głód. Rozmawiają na tematy Tory. Cytują często bogobojne, ludowe powiedzonka w gwarze. Kiedy się radują i śpiewają, słychać święte słowa, hymn na cześć Boga. Narody świata natomiast często nie znają miary w jedzeniu i piciu, a kiedy się upijają, mówią grube słowa i śpiewają wyuzdane piosenki.

Rabi na ten temat przytacza taką historyjkę:

— Mój znajomy, bardzo bogaty goj, wydał kiedyś wielkie przyjęcie, na które zaprosił wszystkie znakomitości miasta. W gronie zaproszonych i ja się znalazłem. Stół uginał się pod ciężarem znakomitych potraw i napojów. Apetyty dopisywały. Kiedy ludzie doszli do owoców, gospodarz zauważył, że brakuje orzechów pistacjowych. Wpadł w gniew. Chwycił srebrną zastawę stołową i rzucił na podłogę. Zapytałem go: „Co z tobą? Dlaczego to zrobiłeś?”. A on mi na to: „Przecież wy Żydzi sami twierdzicie, że ten świat należy do nas, gojów, a tamten świat do was. Jeśli na tym świecie nie zakosztujemy wszystkich jego rozkoszy, to gdzie i kiedy to zrobimy?”.