są w pełnym kwieciu:
Tam ci okażą swą miłość!
Mandragory wydają woń,
U naszych wrót są wszelkie wyborne
owoce, zarówno nowe jak stare,
które, mój miły, chowałam dla
ciebie”.
„Przyjdź mój miły” — tymi słowy zwraca się Zgromadzenie Izraela do Boga, oby Jego imię było błogosławione. Przyjdź do nas z tych coraz bardziej szumnych gojskich miast, gdzie ludzie pogrążeni są po uszy w grzechu i nieczystości, gdzie w dzień i w nocy zazdrość, zawiść i nienawiść włada. Z tych miast, gdzie grabią, oszukują, gdzie ponad miarę jedzą i piją, gdzie rozpusta kwitnie i ludzie całkiem zapomnieli o tym, że na świecie jest Bóg. Przyjdź do nas, do naszych małych, cichych osiedli. Raniutko, skoro świt, wejdziemy do bożnic i domów nauki. Zobaczymy tam, jak młode gałązki, mali żydowscy chłopcy pochylają się nad księgami Biblii. Usłyszymy, jak rozbrzmiewają ich młode głosiki. Zobaczymy, jak starsi chłopcy studiują Misznę, a dorośli dyskutują nad Gemarą. Tam, Boże kochany, zobaczysz cały blask naszego honoru, naszej wielkości. Tam, w tych cichych, spokojnych miejscowościach, zobaczysz naszych prawych synów i nasze czyste, cnotliwe córki.
Kto jest najważniejszy?
Podczas żniw zawiązała się na polu dyskusja między słomą, ścierniami i plewami. Słoma twierdziła, że tylko dla niej pole zostało zasiane, ściernie i plewy zaś, że to dla nich. Przysłuchując się tej dyskusji, małe ziarna pszenicy tak po cichu się odezwały: