— Róbcie jak chcecie. Sam sobie poradzę.
Józef tymczasem wysyła meldunek do faraona:
— W mieście pojawili się rozbójnicy. Proszę cię, królu, o siedemdziesięciu zbrojnych strażników w celu pojmania bandytów i zakucia ich w kajdany.
Kiedy strażnicy przybyli do spichlerza, przejęty strachem Szymon ryknął tak przeraźliwie, że zęby wypadły mu z ust. Józef znacząco skinął na swego syna Menasze i ten jednym uderzeniem uspokoił Szymona, który potulnie pozwolił zakuć się kajdany.
I nim strażnicy zdążyli go posadzić do więzienia, Szymon zawołał do swoich braci:
— Uderzenie, które otrzymałem, nie jest uderzeniem Egipcjanina. Wyczułem w nim coś swojskiego. Coś rodzinnego.
Kiedy bracia po raz drugi wybierali się do Egiptu po zboże i Jakub chciał zatrzymać w domu Beniamina, Reuwen oświadczył:
— Ojcze, jeśli nie przyprowadzę z powrotem Beniamina, możesz zabić moje dzieci.
— Głupi jesteś, mój ty pierworodny. Czy twoje dzieci nie są moimi?
Powiada wtedy Jehuda: