— To, że nie puszczasz Beniamina do Egiptu, wynika tylko z przypuszczenia, że może go spotkać nieszczęście. Pewne natomiast jest to, że jeśli nie udamy się do Egiptu, wszyscy zginiemy z głodu.
Jakub jednak dalej nie chciał się zgodzić na wyjazd Beniamina do Egiptu.
Wtedy Jehuda oświadczył:
— Bracia, dajmy na razie ojcu spokój. Kiedy skończy się chleb, zmięknie.
Podczas drugiej wyprawy synów Jakuba do Egiptu poddano ich znowu rewizji. W worku należącym do Beniamina celnicy znaleźli srebrny puchar. Jehuda, uniesiony gniewem, zaczął krzyczeć nieludzkim głosem. Krzyk jego był tak potężny, że usłyszał go w dalekim Kanaanie Chuszim ben Dan, który jednym skokiem zjawił się w Egipcie. Razem z Jehudą podnieśli takie larum, że o mało nie przewrócili Egiptu do góry nogami. Na piersi Jehudy rósł włos, który w chwilach gniewu Jakubowego syna tak sztywniał i stawał sztorcem, że zamieniał się w igłę przebijającą wszystkie jego ubrania. Z prawego oka zaczęły też wypływać łzy zmieszane z krwią.
Kiedy Józef dostrzegł oznaki gniewu Jehudy, uderzył pięścią w kamień, na którym siedział. Siła ciosu była tak wielka, że kamień w mig rozpadł się na kawałki.
Powiada wtedy Jehuda do Naftalego:
— Tyś lekki w nogach niczym jeleń, leć więc do miasta i policz, ile w nim targowisk.
Poleciał Naftali do miasta i szybko wrócił z gotową odpowiedzią.
— W mieście jest dwanaście targowisk.