Kiedy rabi Akiwa udał się do Rzymu w sprawach ważnych dla Żydów, jeden z czołowych dygnitarzy stolicy imperium dał mu w prezencie dwie piękne kobiety. Te, nim przystąpiły do rabiego, zażyły kąpieli, namaściły się wonnymi olejkami, po czym założyły wspaniałe, jak do ślubu, suknie. Tak przygotowane zaczęły go w nocy kusić. Siedząc między nimi, rabi Akiwa starał się nie zwracać uwagi na ich zaloty. Od czasu do czasu tylko spluwał.

Nad ranem obie urażone kobiety, poskarżyły się dygnitarzowi na niewdzięczność rabiego Akiwy:

— Wolimy już raczej śmierć, niż mieć do czynienia z tym mężczyzną — powiedziały.

Zdziwiony rzymski dygnitarz polecił wezwać rabiego Akiwę. Kiedy ten stanął przed jego obliczem, zapytał go:

— Dlaczego nie zająłeś się tymi pięknymi kobietami? Przecież to jest wbrew zwyczajom tego świata. Czy nie są wystarczająco piękne? Czy nie są takimi samymi jak ty ludźmi? Czy nie stworzył ich ten sam Bóg, który i ciebie stworzył?

— To wszystko prawda — odrzekł rabi Akiwa — ale co miałem robić, kiedy obie zalatywały padliną?

Wykłuł sobie oczy

Rabi Matja ben Cheresz był bogatym, pobożnym człowiekiem. Całe dni spędzał w bet ha-midraszu, gdzie studiował Torę. W tymże bet ha-midraszu studiował Torę także rabi Meir. Twarz rabiego Matji jaśniała blaskiem słońca, tak że podobny był do anioła. Opowiadano o nim, że nigdy nie spojrzał na kobietę.

Zachowanie rabiego Matji rozzłościło szatana: „Jak to — powiedział do siebie — przez całe życie będzie cadykiem, człowiekiem bezgrzesznym i nieskazitelnym?” I powiedziawszy to, stanął przed obliczem Boga i rzekł:

— Panie świata, jak w Twoich oczach wygląda Matja ben Cheresz?