Kiedy już uszli spory szmat drogi, najmłodszy z trzech braci nagle się zatrzymał i zawołał:
— Cóżeśmy uczynili! Czyśmy przyszli do króla po to, aby wziąć pieniądze, czy po to, aby się czegoś mądrego nauczyć? Posłuchajcie mojej rady. Wróćmy do króla, oddajmy pieniądze i uczmy się dalej.
Pozostali dwaj bracia nie przyjęli rady najmłodszego i oświadczyli:
— Jeżeli ty chcesz zwrócić królowi Salomonowi pieniądze i dalej się uczyć u niego, to twoja sprawa, ale my nie wyzbędziemy się gotówki dla jakichś tam mądrości.
I najmłodszy zawrócił. Przyszedł do pałacu i stanąwszy przed obliczem króla, powiedział:
— Królu mój! Zwracam pieniądze, gdyż nie one były celem mego przybycia do ciebie. Proszę cię jak najuprzejmiej, abyś mnie dalej kształcił.
I król Salomon z miejsca udzielił mu mądrej rady:
— Posłuchaj, mój synu! Jeśli poweźmiesz zamiar wybrania się w drogę, musisz wcześnie wstać, a na nocleg wybieraj miejsce przed wieczorem, kiedy jeszcze widno. Do wody nie wchodź, kiedy jest wezbrana. Zaczekaj, aż opadnie. Trzecia rada zaś brzmi tak: sekretu nie powierzaj żadnej kobiecie, nawet własnej żonie.
Otrzymawszy te trzy rady i pozwolenie na powrót do domu, najmłodszy syn poczekał do świtu, po czym wybrał się w drogę. Dosiadł konia i energicznie go popędzając zaczął doganiać braci. Powoli odrabiał stracony czas i wkrótce też ich dopędził. Ci z drwiną w głosie zapytali go:
— No i czegoś się tam u króla nauczył?